Pod koniec 2009 roku 3D ponownie znalazło się w centrum zainteresowania masowej publiczności. Kinowy sukces „Avatara” stworzył wrażenie, że obraz stereoskopowy może wyjść poza sale projekcyjne i stać się kolejnym standardowym elementem domowej rozrywki. Na początku następnej dekady producenci zaczęli więc szeroko wprowadzać obsługę 3D do telewizorów.
Entuzjazm szybko przełożył się na prognozy liczone w milionach urządzeń. Rzeczywiste wyniki okazały się jednak skromniejsze od oczekiwań, a już w połowie dekady uwaga branży przesunęła się na 4K i HDR. Nie był to prosty przypadek technologii, która pojawiła się i natychmiast zniknęła. Telewizory 3D rzeczywiście trafiły na rynek, lecz sama dostępność funkcji nie oznaczała jeszcze, że widzowie chcieli regularnie z niej korzystać.
Kinowy impuls i obietnica 3D w salonie
Retrospektywa Engadget wiąże ekspansję telewizorów 3D z sukcesem „Avatara” z 2009 roku. Po tym wydarzeniu obsługa obrazu przestrzennego zaczęła pojawiać się w większości telewizorów oferowanych przez producentów na początku lat 2010. Była więc czymś więcej niż pojedynczym eksperymentem przeznaczonym dla niewielkiej grupy entuzjastów.
To ważne rozróżnienie. 3D nie musiało być jedynym powodem zakupu danego modelu. Mogło występować jako jedna z jego funkcji, obok innych możliwości wyświetlacza. Rosnąca liczba telewizorów obsługujących stereoskopię świadczyła zatem o decyzjach producentów dotyczących wyposażenia oferty, ale nie dawała automatycznej odpowiedzi na pytanie, jak często funkcja była później uruchamiana.
Na początku boomu łatwo było jednak potraktować szeroką obecność 3D jako zapowiedź trwałej zmiany. Kino dostarczyło widowiskowego impulsu, producenci przygotowali urządzenia, a analitycy zaczęli opisywać możliwą skalę przyszłego rynku. Wszystkie trzy elementy wzajemnie wzmacniały przekonanie, że domowe 3D jest następnym etapem rozwoju telewizji.
Prognozy, które budowały atmosferę boomu
W kwietniu 2010 roku WitsView przewidywał, że w 2011 roku dostawy telewizorów 3D osiągną 10 milionów sztuk. Prognoza zakładała również około 10-procentową penetrację rynku w 2012 roku i 20-procentową w 2015 roku. Była to wizja szybkiego przejścia od nowości do rozwiązania obecnego w znaczącej części sprzedawanych urządzeń.
Takie liczby należy czytać zgodnie z ich pierwotnym znaczeniem. Dostawy opisują urządzenia wysłane na rynek, natomiast penetracja wskazuje udział określonego rozwiązania w przyjętej przez analityków bazie odniesienia. Żadne z tych pojęć nie jest równoznaczne z regularnym oglądaniem materiałów stereoskopowych przez użytkowników.
Prognoza również nie jest wynikiem. To scenariusz przygotowany na podstawie dostępnych w danym momencie przesłanek. W okresie silnego zainteresowania technologią może wpływać na decyzje producentów i sprzedawców, ale nie gwarantuje, że konsumenci zachowają się zgodnie z przewidywaniami.
Właśnie dlatego historia 3D TV jest dobrym przykładem różnicy między trzema poziomami rynku:
- zapowiedziami i prognozami, które opisują oczekiwany rozwój sytuacji,
- dostępnością sprzętu, czyli liczbą modeli lub urządzeń wyposażonych w daną funkcję,
- rzeczywistym wykorzystaniem, którego nie można wyprowadzić wyłącznie z dostaw ani ze specyfikacji telewizora.
W narracji towarzyszącej nowej technologii poziomy te bywają łączone. Jeżeli producenci dodają 3D do wielu modeli, można odnieść wrażenie, że rynek już zaakceptował rozwiązanie. W rzeczywistości decyzja o umieszczeniu funkcji w telewizorze może wyprzedzać potwierdzony popyt.
Pierwsze wyniki słabsze od zapowiedzi
Dane Consumer Electronics Association pokazują, jak szybko ujawniła się różnica między oczekiwaniami a wynikami. Wcześniejsza prognoza organizacji mówiła o 2,1 miliona wyświetlaczy 3D w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku. Późniejszy szacunek sprzedaży telewizorów 3D w USA w tym samym roku wyniósł 1,1 miliona sztuk.
Różnica to milion urządzeń, a późniejszy szacunek odpowiada nieco ponad połowie wcześniejszej wartości. Trzeba przy tym zachować ostrożność: w przytoczonych materiałach wcześniejsza liczba dotyczy „wyświetlaczy 3D”, natomiast późniejsza została opisana jako sprzedaż telewizorów 3D. Mimo tej różnicy terminologicznej zestawienie dokumentuje wyraźne obniżenie oczekiwań wobec amerykańskiego rynku.
Nie oznacza to, że 1,1 miliona sprzedanych urządzeń było liczbą pomijalną. Pokazuje natomiast, że sama fala zainteresowania po kinowym sukcesie nie wystarczyła do spełnienia wcześniejszych zapowiedzi. Rynek istniał, ale rozwijał się słabiej, niż oczekiwano podczas pierwszego okresu entuzjazmu.
Sprzedaż telewizora nie jest głosem oddanym na 3D
Interpretując te dane, należy pamiętać, że telewizor jest urządzeniem wielofunkcyjnym. Jeżeli obsługa 3D trafiała do większości modeli z początku dekady, część klientów mogła kupować zgodny sprzęt z innych powodów. Statystyka sprzedaży telewizorów 3D nie informuje więc sama w sobie, ilu nabywców wybrało urządzenie przede wszystkim dla stereoskopii ani jak często później oglądali obraz przestrzenny.
To jeden z najważniejszych wniosków tej historii. Włączenie funkcji do specyfikacji może zwiększyć liczbę kompatybilnych urządzeń bez stworzenia równie licznej grupy aktywnych użytkowników. Z punktu widzenia producenta technologia jest obecna na rynku. Z punktu widzenia widza może pozostawać dodatkiem używanym okazjonalnie albo wcale.
Dostarczony materiał nie pozwala liczbowo określić częstotliwości korzystania z domowego 3D. Nie daje też podstaw, aby przypisać odwrót rynku jednej konkretnej przyczynie. Można natomiast bezpiecznie stwierdzić, że zgodność sprzętowa i faktyczne zainteresowanie nie powinny być traktowane jako ten sam wskaźnik.
Od 3D do 4K i HDR
Według retrospektywy Engadget do 2015 roku przemysł telewizyjny skierował uwagę na 4K i HDR, a 3D przestało być obecne w masowym segmencie domowym. Zmiana ta zamyka najważniejszy etap krótkiej historii boomu: od szerokiego wdrażania funkcji na początku dekady do utraty jej centralnego miejsca w komunikacji producentów.
4K i HDR nie są tym samym rodzajem rozwiązania co stereoskopia, dlatego nie należy przedstawiać tej zmiany jako prostego technicznego pojedynku. Istotna jest przede wszystkim kolejność priorytetów. Rynek telewizorów stale potrzebuje cech pozwalających wyróżniać nowsze modele. Gdy 3D nie spełniło wcześniejszych oczekiwań, komunikacja branży skoncentrowała się na innych właściwościach obrazu.
Na podstawie dostępnych danych można mówić o bańce oczekiwań, lecz określenie to wymaga doprecyzowania. Nie sugeruje, że technologia była fikcyjna albo że telewizory 3D nie trafiły do sprzedaży. Opisuje raczej szybkie narastanie prognoz i powszechności funkcji, po którym nastąpiło równie szybkie przesunięcie zainteresowania branży w innym kierunku.
Dlaczego sukces kinowy nie gwarantuje sukcesu domowego
Udokumentowana sekwencja zdarzeń jest czytelna: sukces „Avatara” w 2009 roku, ekspansja obsługi 3D w telewizorach na początku kolejnej dekady, wysokie prognozy z 2010 roku, słabszy od wcześniejszych oczekiwań wynik na rynku amerykańskim, a następnie zwrot ku 4K i HDR do 2015 roku.
Nie wystarcza ona jednak do stworzenia pełnej listy przyczyn odwrotu. W dostarczonych danych nie ma porównania cen, badań częstotliwości użytkowania ani ilości dostępnych materiałów. Przypisywanie decydującej roli któremukolwiek z tych elementów byłoby zatem wyjściem poza potwierdzone informacje.
Można za to wskazać mechanizm widoczny bezpośrednio w liczbach i chronologii: kinowe zainteresowanie zostało potraktowane jako sygnał przyszłego popytu na domowe urządzenia, a przewidywania wyprzedziły potwierdzone zachowania konsumentów. Kiedy wyniki nie dorównały zapowiedziom, producenci znaleźli nowe osie rozwoju oferty.
Kino i domowy salon tworzą przy tym dwa różne konteksty użytkowania. Sam fakt, że widzowie wybierają określony sposób prezentacji filmu w kinie, nie dowodzi jeszcze, że będą chcieli odtwarzać go regularnie w domu. Historia telewizorów 3D pokazuje, że przejście między tymi środowiskami nie następuje automatycznie.
Lekcja dla kolejnych technologii obrazu
Los 3D TV pozostaje aktualnym ostrzeżeniem przed ocenianiem technologii wyłącznie na podstawie atmosfery premiery. Miliony prognozowanych dostaw, rosnąca liczba zgodnych modeli i silny impuls popkulturowy mogą tworzyć obraz nieuchronnego sukcesu. Dopiero późniejsze dane ujawniają, czy funkcja rzeczywiście stała się częścią codziennych nawyków.
Przy analizie podobnych trendów warto więc zadawać kilka prostych pytań:
- Czy podawana liczba jest prognozą, dostawą do kanałów sprzedaży czy sprzedażą odbiorcom?
- Czy nabywca kupił urządzenie ze względu na promowaną funkcję, czy otrzymał ją jako dodatek?
- Czy zgodność sprzętu jest poparta informacją o regularnym użyciu?
- Czy producent nadal rozwija rozwiązanie, czy przeniósł komunikację na inne cechy?
Boom na telewizory 3D nie był wyłącznie medialnym złudzeniem: urządzenia pojawiły się szeroko, a rynek osiągnął realną skalę. Jednocześnie jego rozwój nie spełnił części wczesnych oczekiwań. Do połowy dekady 3D utraciło pozycję masowo promowanej funkcji, ustępując miejsca 4K i HDR.
Najtrafniej opisywać ten okres nie jako całkowitą porażkę stereoskopii, lecz jako zbyt szybkie przejście od kinowego sukcesu do założenia, że podobny entuzjazm automatycznie przeniesie się do domów. Technologia była dostępna. Znacznie trudniejsze okazało się przekształcenie jej w trwały zwyczaj widzów.