Współczesne przygotowanie obrazu lentikularnego kojarzy się z cyfrowym interlacingiem, czyli podziałem kolejnych widoków na wąskie pasma i ułożeniem ich zgodnie z geometrią folii soczewkowej. Dawniej tę samą podstawową zależność trzeba było uzyskać optycznie i mechanicznie. Aparat zmieniał położenie względem sceny, a raster lentikularny przesuwał się w ściśle określony sposób względem materiału światłoczułego.
Dokumenty patentowe opisują dwa zasadnicze podejścia: bezpośrednie, w którym rozdzielanie widoków odbywało się już w aparacie, oraz pośrednie, polegające na wykonaniu osobnych negatywów i późniejszym połączeniu ich podczas naświetlania materiału lentikularnego. Szczególnie interesująca jest pierwsza metoda. Pokazuje ona, że przed epoką obróbki cyfrowej interlacing nie musiał być osobnym etapem przygotowania grafiki — mógł powstawać w chwili fotografowania.
Raster nie tylko do oglądania
Raster lentikularny jest układem wielu równoległych elementów optycznych. W gotowym obrazie kieruje różne fragmenty kompozycji w różne strony, dzięki czemu obserwator widzi inny widok zależnie od położenia oczu lub kąta patrzenia. W metodzie bezpośredniej pełnił jednak dodatkową funkcję: uczestniczył w samym zapisie obrazu.
W opisanym w dokumentacji patentowej rozwiązaniu raster znajdował się w aparacie, bezpośrednio przed negatywem. Podczas kolejnych ekspozycji albo w czasie jednej długiej ekspozycji przesuwano go bocznie względem materiału światłoczułego. Równocześnie aparat zmieniał punkt widzenia. Światło przechodzące przez poszczególne elementy rastra trafiało więc w odpowiednie, wąskie obszary negatywu.
W praktyce optyka wykonywała zadanie, które obecnie można powierzyć oprogramowaniu. Kolejne perspektywy nie były najpierw zapisywane jako kompletne obrazy, a dopiero później dzielone na pasma. Ich fragmenty od razu trafiały we właściwe miejsca wspólnego zapisu. Jest to interpretacja zasady wynikającej z opisów patentowych, a nie stwierdzenie, że wszystkie historyczne procesy lentikularne działały identycznie.
Ruch aparatu jako źródło paralaksy
Do uzyskania przestrzenności potrzebne są widoki przedstawiające scenę z różnych pozycji. Różnice między nimi nazywa się paralaksą. Jeżeli aparat przesuwa się względem obiektów, ich wzajemne położenie w kadrze ulega zmianie: elementy bliższe i dalsze przemieszczają się względem siebie w różnym stopniu.
Jeden z patentowych opisów skanującej kamery 3D przewidywał ruch aparatu po łuku. Środek tego łuku znajdował się w wybranym, kluczowym motywie sceny. Podczas całego skanowania raster miał zostać przesunięty względem filmu o szerokość jednego elementu soczewkowego. Te dwa ruchy — aparatu oraz rastra — musiały być ze sobą zsynchronizowane.
Ruch po łuku nie był przypadkowym wyborem konstrukcyjnym. Pozwalał kierować aparat ku określonej części motywu podczas zmiany punktu widzenia. Z perspektywy geometrii zapisu oznaczało to kontrolowanie położenia wybranego elementu sceny, mimo że pozostałe plany zmieniały wzajemne przesunięcia. To właśnie te różnice dostarczały informacji przestrzennej.
Znaczenie kluczowego motywu
W dokumentacji występuje pojęcie key subject matter, które można rozumieć jako kluczowy motyw lub wybraną część sceny stanowiącą punkt odniesienia. Celem synchronizacji ruchu aparatu i rastra było utrzymywanie jego obrazu w rejestracji z określonym punktem układu lentikularnego.
Nie znaczy to, że cała scena pozostawała nieruchoma na materiale światłoczułym. Gdyby wszystkie jej elementy zachowywały dokładnie to samo położenie, nie powstałyby różnice perspektyw potrzebne do odtworzenia głębi. Stabilizowany był wybrany motyw, natomiast inne elementy zmieniały pozycję zależnie od swojego położenia przestrzennego.
Można to porównać do utrzymywania jednego punktu kadru jako optycznej kotwicy. Jest to objaśnienie mechanizmu, a nie cytat z dokumentacji. Patenty potwierdzają samą potrzebę rejestracji kluczowego motywu względem wybranego punktu rastra oraz synchronizacji ruchów.
Ekspozycje krokowe albo ciągłe skanowanie
Metoda bezpośrednia mogła wykorzystywać kolejne ekspozycje wykonywane z różnych pozycji. Po każdym ujęciu należało odpowiednio zmienić położenie układu, aby następny widok został zapisany w innych pasmach negatywu. Dokumentacja dopuszczała również jedną długą ekspozycję, podczas której przemieszczenie odbywało się w sposób ciągły.
Oba warianty prowadziły do podobnego celu, lecz stawiały nieco inne wymagania mechaniczne. W zapisie krokowym istotne było dokładne pozycjonowanie przed każdą ekspozycją. Przy skanowaniu ciągłym znaczenie miała zgodność prędkości i zakresów ruchu. W obu przypadkach błąd synchronizacji zmieniał miejsce, w którym fragment danego widoku trafiał pod raster.
Na podstawie dostarczonych materiałów nie można podać tolerancji mechanicznych, czasów ekspozycji ani parametrów używanych materiałów fotograficznych. Można natomiast stwierdzić, że metoda była zależna od kontrolowanego ruchu kilku elementów i od zachowania ich wzajemnej geometrii.
Proces Bonnet: pojedynczy obiektyw i ciężka aparatura
Historyczny opis procesu Bonnet, przytaczany przez Photographic Historical Society of Canada, przedstawia układ wykorzystujący pojedynczy obiektyw. Przesuwał się on po łuku wokół części fotografowanego motywu. Płyta oraz selektor lentikularny pozostawały przy tym równoległe do fotografowanej płaszczyzny.
To ważny szczegół, ponieważ pokazuje, że rejestracja wielu widoków nie wymagała równoczesnego użycia zestawu obiektywów. Zmienność perspektywy można było uzyskać przez przemieszczanie jednego układu optycznego. Ceną była jednak rozbudowana mechanika potrzebna do przeprowadzenia kontrolowanego ruchu.
Według tego samego historycznego opisu zapis 20 pasmowych obrazów przypadających na jeden element lentikularny wymagał znacznego zakresu ruchu aparatu. Urządzenie przeznaczone do takiego camera sweep, czyli kontrolowanego przejazdu kamery, mogło ważyć około pół tony. Informacja ta dotyczy przywołanej aparatury, nie zaś każdej analogowej kamery lentikularnej.
Masa urządzenia dobrze ilustruje fizyczny charakter procesu. Precyzję, którą dziś kojarzymy z obliczeniami i rozmieszczeniem pikseli, osiągano za pomocą prowadnic, mocowań oraz mechanizmów sprzęgających ruch. Duże rozmiary nie były przy tym celem samym w sobie, lecz konsekwencją przyjętego sposobu rejestracji.
Metoda pośrednia: widoki spotykały się później
Alternatywą była metoda pośrednia. Najpierw wykonywano osobne negatywy z różnych punktów widzenia. Następnie kolejno rzutowano je w powiększalniku na materiał współpracujący z rastrem lentikularnym. Rozdzielenie widoków następowało więc podczas późniejszego etapu naświetlania, a nie bezpośrednio w kamerze.
Różnica między obiema metodami dotyczy przede wszystkim miejsca, w którym powstawał końcowy układ pasm. W rozwiązaniu bezpośrednim scena, ruch aparatu, raster i negatyw należały do jednego procesu rejestracji. W rozwiązaniu pośrednim etap fotografowania dostarczał zestawu oddzielnych obrazów, które dopiero później integrowano optycznie.
Metoda pośrednia przypomina pod względem organizacji pracy późniejszy interlacing cyfrowy: istnieje zbiór pełnych widoków, a ich połączenie jest osobną operacją. Nie oznacza to technicznej tożsamości obu procesów. Powiększalnik, materiał światłoczuły i raster tworzyły układ optyczno-fotograficzny, podczas gdy współczesne przeplatanie może odbywać się na danych obrazu.
Dlaczego synchronizacja była najważniejsza
Bezpośrednia fotografia lentikularna łączyła kilka zależności w jednej operacji. Aparat musiał dostarczyć właściwą zmianę perspektywy, raster rozdzielał światło na pasma, a materiał światłoczuły zapisywał kolejne fragmenty widoków. Każdy ruch wpływał na pozostałe elementy.
Z dokumentów wynika zwłaszcza znaczenie trzech relacji:
- ruch aparatu określał zmianę punktu widzenia i paralaksę sceny,
- ruch rastra względem filmu decydował o rozmieszczeniu pasm kolejnych widoków,
- odniesienie ruchu do kluczowego motywu pomagało zachować kontrolowaną geometrię rejestracji.
Jeżeli potraktujemy tę metodę jako mechaniczny odpowiednik przeplatania, łatwiej zrozumieć jej wymagania. Nie chodziło jedynie o wykonanie serii zdjęć z boku. Trzeba było jeszcze sprawić, aby każdy punkt widzenia został zapisany pod odpowiednią częścią układu lentikularnego.
Analogowy interlacing zapisany w konstrukcji
Przesuwne kamery pokazują mniej oczywistą stronę historii lentikularu. Obraz przestrzenny nie zawsze powstawał z gotowych fotografii składanych na późniejszym etapie. W metodzie bezpośredniej sposób przeplatania widoków był wpisany w konstrukcję aparatu i przebieg ekspozycji.
Proces Bonnet oraz rozwiązania opisane w patentach nie powinny być automatycznie utożsamiane jako jedna, niezmienna konstrukcja. Łączy je jednak podstawowa idea: zmianę perspektywy uzyskiwano przez kontrolowany ruch, a raster uczestniczył w przypisywaniu fragmentów obrazu do kierunków późniejszej obserwacji.
Cyfrowe narzędzia oddzieliły obliczenia od mechaniki aparatu, lecz nie usunęły podstawowego problemu. Nadal trzeba właściwie powiązać zestaw widoków z geometrią rastra. Dawne urządzenia rozwiązywały to zadanie w sposób materialny — za pomocą łuku ruchu, przesunięcia o element soczewkowy, optycznej rejestracji i ciężkiej, precyzyjnej aparatury.